taka sobie – o – myśl, albo dwie

Posted on 28/11/2012

0


gdzieś w drugiej połowie lat 80-tych polskie czasopismo muzyczne pisało o płycie michelle shocked texas campfire takes, nagranej na dyktafon przy ognisku. wydawca usłyszał liczne głosy podziwu, jak wiele musiał wydać na tak wymyślną produkcję. „wydałem dolara” – odpowiadał – „tyle kosztowała mnie kaseta” (cytat z pamięci).

a myśl jest taka (nie czytałem ani jednej recenzji płyty maseckiego, więc jeśli to żadne odkrycie, poprawię się): nagranie na dyktafon sztuki fugi niepokojąco przypomina brzmieniem przedwojenne rejestracje fortepianu z epoki płyty szybkoobrotowej albo bardzo wczesnego magnetofonu. w dodatku rwąca się, potykająca narracja jakby przywoływała przedgouldowski, emfatyczny styl interpretacji. ale może to tylko złudzenie wywołane aurą brzmieniową…

w radiu masecki i orzechowski ćwierćtonowo grali dziś gurdżijewa w retransmisji z „nostalgii„, podczas której („nostalgii”, nie retransmisji) miałem przyjemność prowadzić spotkania: z nimi i lewonem eskenianem. jako dodatek odtworzono fragment kunst der fuge.

jak wynikło z rozpoznania i rozmów, istnieje spora szansa, że czegoś takiego, jak „muzyka gurdżijewa”, w ogóle nie ma (z  votum separatum eskeniana, który zastrzegał, że de hartmann pisał, iż opracowuje kompozycje gurdżijewa). zważywszy ogromny potencjał zjawiska pod hasłem „gurdżijew/de hartmann” dla środowisk ezoterycznych i otumanionych, tym bardziej chichotałem, kiedy bartek chaciński i jacek hawryluk w dzisiejszej filharmonii dwójki z namaszczeniem mówili o „przekazie”.

Reklamy
Posted in: Uncategorized