wspomnienie z sonic fiction. francesco tristano

Posted on 11/12/2011

0


jako że moja relacja z sonic fiction nie ukazała się w swoim czasie w dwutygodniku, z powodów, o których więcej – mam nadzieję – opowiem przy innej okazji, wspominam wrażenia z koncertu tristano przy okazji festiwalu c3, o którym w dwutygodniku wkrótce.

Na papierze Francesco Tristano (Schlimé) rzeczywiście sprawia wrażenie intrygujące. Nagrał Wariacje goldbergowskie, Koncerty Bacha, Ravela, Prokofiewa, Toccaty Frescobaldiego. Dla odmiany zaś wszystkie utwory fortepianowe Beria, płytę utytułowaną przez francuskie media. Ukoronowaniem dotychczasowej kariery jest BachCage – kompozycje tych dwóch kompozytorów (i własne) na krążku Deutsche Grammophon. A także… (rzekome) klubowe remiksy tej płyty, również pod szyldem DG. Opublikował liczne płyty autorskie, w tym oddające fascynację muzyką taneczną.

Kłopot w tym, że otwierający Sonic Fiction występ Tristano ograniczył się do noodling na klawiaturach, w rytm miękkich tanecznych pętli, z wykorzystaniem klasycznych brzmień syntezatorów i innych analogów. Pianista sprowadził swoje granie do standardowych chwytów keyboardzistów funka lub dinozaurów art-rocka. Rezultat nie zdradzał polotu i wniósł znacznie mniej, niż studyjne nagrania Tristano (album idiosynkrasia). Te ostatnie są sympatyczne, bywają pomysłowe, z przebłyskami ciekawego wykorzystania brzmienia fortepianu – zwłaszcza w odniesieniu do przeciętnej pianistyki obecnej w muzyce pop. Jeśli jednak Tristano wchodzi w sferę niekonwencjonalnego zderzenia fortepianu z bitami, robi to bardzo nieśmiało. Zaś od twórczego skrzyżowania współczesnej twórczości kompozytorskiej z avant-popem (a tak zdarzenie było reklamowane) dzielą go lata świetlne.

Reklamy
Posted in: Uncategorized