mimeo w wigrach

Posted on 15/11/2009

0


koncert elektroorkiestry skończył się około 22:30. poczucie głębokiego zanurzenia w dźwięku, jego autentycznej, nie symulowanej przestrzenności – każdy z muzyków dysponował parą głośników, które wszystkie ustawione były dookoła ławek w wigierskim kościele. dźwięki rozchodzą się w rozmaity sposób, zależny od umiejscowienia źródła, a przemieszczanie się słuchacza (na co sobie pozwalałem) daje dodatkowe perspektywy, można bowiem było obejść dookoła całą przestrzeń wyznaczoną głośnikami – i muzyków, którzy siedzieli pośrodku, w przejściu między ławkami. można było także schować się przed dźwiękiem i doświadczać, odmienionego, z oddalenia.

dodać trzeba, że to zupełnie inna przestrzenność niż w utworach takiego stockhausena czy henry’ego, gdzie ten sam materiał wędruje pomiędzy głośnikami – tu odmienny rys kolorystyczny każdego z twórców ma swoje stacjonarne umiejscowienie.

między magmą dźwiękową – ta zresztą stosunkowo najgorzej sprawdza się w takich warunkach akustycznych, bo rozmywa się w pogłosie – a ażurową tkanką, pełną wzajemnych relacji. czasami – jeśli pokusić się o hermeneutykę – zdało się rzeczywiście, jakby brzmiała ścieżka dźwiękowa przebudzenia balroga.

przyczynek do zastanowienia, jaki rodzaj metafizyczności – mistyczności? – przypisujemy muzyce i jak się on ma do uczuć, jakie budzi wnętrze świątyni.

Reklamy
Posted in: Uncategorized